Świat bez tytułu nie byłby światem. Byłby okrągłą kulą wielkości ziemi. Może bez tytułu chodziłyby tu jeszcze dinozaury. Może na planecie bez tytułu nie udałoby się im wyginąć, żyłyby nadal, a my razem z nimi. Jedlibyśmy ziemniaki pieczone w ognisku, a z kwiatów akacji babcie szykowałyby najlepsze placuszki. Hodowalibyśmy owce bez tytułu na bezimiennych pastwiskach, pełnych mleczów i maków. Chabry miałyby kolor niebieski, choć nikt przecież nie umiałby ubrać go w słowa.

W świecie bez tytułu nie rozumiałabym sztuki abstrakcyjnej, modernistycznych obrazów. Byłyby kreskami, kropkami i liniami bez kształtu i wyrazu. Patrzyłabym na nie, przekrzywiając głowę i zachodząc w umysł, co też autor miał na myśli? A jeśli autor także byłby bez tytułu, to nie miałabym kogo zapytać o wytłumaczenie sensu obrazu. Bo obrazu bez tytułu nie wytłumaczy beztytulny artysta. Artysta musi być z tytułem. I czapeczką, w spodniach poplamionych farbą i pędzlem za uchem.

W świecie bez tytułu gubiłabym się we własnych myślach, które krążyłyby bezgłośnie w przestrzeniach mojej głowy, dając upust swoim złościom, niemiłościom i niezrozumiałościom. Nie wiedziałabym, że złość jest złością, a miłość to coś dobrego. Choć może nie zawsze? Może nie zawsze miłość jest dobra. Choć na pewno zawsze jest ona pożądana. Myśli muszą być uszeregowane i posegregowane. Byle nie w ramki, bo myślom w ramkach jest źle i niewygodnie. Myśli w ramkach obumierają i same siebie już nie rozumieją.

Świat bez tytułu byłby pełen znaków zapytania. Poszlibyśmy na spacer do lasu, a tam las brzozowy, a zamiast brzóz – pytajniki. Zamiast słońca, żółty pytajnik, pytajnikowe szyny i jezioro. Wszyscy wiedzieliby wszystko i nikt nie wiedziałby nic. Każdy błądziłby po omacku, nie mogąc niczego połączyć – ani faktów ani końca z końcem. Zadawalibyśmy dużo pytań, znikąd nie oczekując odpowiedzi. Beztytułowość zrobiłaby nas ułomnymi. Choć byliby tacy, którzy w beztytułowości widzieliby nadzieję.

Świat bez tytułu dawałby ogrom możliwości. Możliwości interpretacyjnych, umysłowych i kreatywnych. Każdy mógłby interpretować zjawiska, zdania i wyznania na sobie tylko znany sposób. Podobnie z rozmową i uszczerbkami serca. Każdy miałby ich swoją wersję i nikt nie rościłby pretensji. Bo przecież nie ma tytułu, to może znaczyć wszystko.

W świecie bez tytułu nie byłoby ludzi samotnych, każdy mógłby mieć swojego wyimaginowanego przyjaciela. Nie nazywałby go żadnym imieniem i to byłoby w porządku, bo przecież beztytułowość zobowiązuje.

 

Świat bez tytułu byłby szalenie fascynujący. Nic nie byłoby oczywiste, nie byłoby ramek, szufladek i pretensji. Każdy mógłby do woli wykorzystywać swoje serce i umysł.

 

Czy gdzieś istnieje świat bez tytułu?

Z.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s