Z reguły nie piszę o książkach. Książki są do czytania, a nie do pisania o nich – jeśli jestem jakiejś ciekawa, biorę ją do ręki, a nie wertuję źródła w poszukiwaniu kogoś, kto się z nią zaznajomił i podzielił ze światem swoją opinią. W końcu, ilu ludzi, tyle opinii i coś, co dla jednego będzie świetne, innej osobie może wydać się kompletną katastrofą.
Niekiedy jednak robię wyjątki. W momencie, gdy czytam świetną lub kontrowersyjną książkę, muszę się tym podzielić ze światem (ach, wiele jest zacnych pozycji, ja jednak wolę pisać o podróżach i życiu…), tak było w przypadku reportażu o Mormonach i fabularnej historii o smutnym życiu Dziuni.

Dziś przychodzę do Was przewrotnie z…recenzją książki, a jak! „Oświecenie serca” Jacka Kornfielda pojawiło się w moim życiu niespodziewanie. To był jeden z tych momentów, gdy człowiek nie wybiera tego, co czeka za rogiem, a jest przez to wybierany i nie ma nic do gadania. Podobnie było z buddyzmem, który przyszedł do mnie półtora roku temu, wstrząsnął w głowie i w sercu, puścił oko i poszedł szukać dalszych duszyczek. Ten nurt jest bliski memu sercu, mimo że nie praktykuję i nigdy nie zagłębiłam się w niego bardziej, poza rozmowami z Buddystą i czytaniem książek Lamy Ole Nydahl.

Kiedy jednak w moje ręce wpadła najnowsza pozycja Wydawnictwa Samsara, nie mogłam się oprzeć. Zawsze dobrze jest szukać kolejnych wskazówek ku temu, jak zdobyć szerszą perspektywę na rzeczywistość i być bardziej świadomym.

Jack Kornfield w swojej książce porusza nieczęsty temat – co się dzieje, gdy osiągniemy pełnię naszych poszukiwań duchowych, oświecenie czy też przebudzenie? Co dzieje się „po”?
Przecież starsi jogini z Azji czy zakonni mnisi trwają w tym stanie, oddają się jego niezmąconej ciszy i opanowaniu, nauczają z uśmiechem, przekazując prawdę kolejnym adeptom duchowym. Lecz to niestety…jedynie wyidealizowany obraz. A tak naprawdę? Co się dzieje z osobami, które wreszcie wyzbyły się ego, nauczyły się trwać w tu i teraz i żyć chwilą?

Na te pytania (i wiele innych) odpowiada autor.
Książka została podzielona na cztery części i paręnaście rozdziałów. Poszczególne części dotyczą kolejnych etapów na ścieżce: od przygotowań do ekstazy przez jej osiągnięcie aż po czas, w którym została osiągnięta i nastąpił bolesny powrót do szarej rzeczywistości. A każdy rozdział dotyczy kolejnego aspektu drogi duchowej.

  • Jakie pragnienia pchają nas do wejścia na ścieżkę samorozwoju? Niekiedy przyciąga nas piękno i poczucie pełni. Przychodzimy na ten świat z pieśnią w uszach. Czasami jednak uświadamiamy to sobie dopiero wtedy, gdy przestajemy ją słyszeć.
  • O tym, co naprawdę ważne. Dokąd się tak spieszycie przed swoją śmiercią? Czy potraficie znaleźć w tym świecie coś naprawdę wartościowego? […] przybyliśmy tutaj, aby zrobić coś naprawdę ważnego.
  • O najistotniejszych pragnieniach. Kiedy będzie po wszystkim, chcę powiedzieć: przez całe życie byłam panną młodą poślubioną przez zdumienie. Byłam panem młodym, biorącym świat w swoje ramiona (…).
  • O tym, czym jest życie. Bezpieczeństwo jest złudzeniem. Nie występuje w naturze, nie doświadczają go również ludzkie dzieci. Na dłuższą metę unikanie zagrożeń nie jest bezpieczniejsze od kontaktu z nimi. Życie jest albo odważną przygodą, albo niczym.
  • Co dzieje się podczas poszukiwań siebie? Zrzucanie powłok z łusek jest bolesne, a smoki pilnujące drogi są niezwykle groźne. Podróż duchowa wymaga inspiracji aniołów. Wymaga zanurzenia się w oceanie łez. 
  • O przywiązaniu. Siły naszej ludzkiej historii i przywiązania są nieustępliwe i potężne […] Wszystkie ścieżki duchowe wymagają od nas byśmy stanęli twarzą w twarz z energiami przywiązania, gniewu, dumy, strachu, niepokoju i zwątpienia – z nawykami, które zamykają nasze serce.
  •  O ucieczce. Dzisiejszy świat jest „pogrążony w myślach” [….] zarówno przeszłych jak i przyszłych. Nasz umysł często lekceważy chwilę obecną, aby udać się gdzie indziej i stać się kimś innym. 
  • O odpuszczaniu. Nauczyłam się dopuszczać do siebie cierpienie i ból, ale w żaden sposób nie próbuję ich kontrolować ani zmieniać.
  • O kontynuacji. Zdałem sobie sprawę, że istnieje coś, co nigdy nie umiera, i jeżeli chcemy do tego czegoś dotrzeć, musimy stawić czoła śmierci. 

Wiecie, co urzekło mnie w „Oświeceniu…”? Prawda, która między wierszami – niedosłownie – została nam przekazana. Odpowiedź na pytanie, czym to całe oświecenie jest. Tak naprawdę liczy się tu i teraz, wyłączenie myśli i spokój ducha. To wcale nie takie oczywiste, a już na pewno nie łatwo jest to osiągnąć. Namiastka tego uczucia zdarza się każdemu. To chwila, gdy jedziesz autem i nagle jesteś tylko ty i droga. Albo chwilę przed snem, gdy jest ci błogo, spokojnie i po ludzku dobrze. Poczucie jedności ze światem i ze swoim sercem.

„Oświecenie serca” wzbudza ciekawość, zachęca do wwiercania się w nasze myśli i umysł. Porusza każdy aspekt: od narkotycznych przygód mistrzów, przez problemy wielkich nauczycieli i wieloletnie odosobnienia po problemy we wspólnotach duchowych. Dzięki ukazywaniu jasnej i ciemnej strony religii i filozofii ta książka staje się autentyczna, prawdziwa, nielukrowana. To dobra pozycja dla ludzi, którzy dopiero rozpoczynają swoją podróż jak i dla tych adeptów, którzy w miarę rozwoju duchowego zaczęli zadawać coraz więcej pytań i – paradoksalnie – coraz mniej rozumieją.

Z.

1 komentarz

  1. Lubię, jak piszesz Zosiu. Choć pojmowanie świata i rzeczywistości jest w moim przypadku zgoła odmienne od wierzeń wschodu. Oświecenie, o którym piszesz to zanurzenie w tu i teraz, dostęp do siebie, osiągnięcie stanu jedności, ze wszystkim co stworzone, a jednocześnie zapomnienie o myśli społecznej i wyłączenie myśli, po to by czuć stan błogosci. Nie wiem, czy dobrze rozumiem… Jak dla mnie to ucieczki w nieprawdę. W nierzeczywistość.
    Dla mnie oświecenie jest stanem duszy – świadomości tego, że jestem dzieckiem Bożym. Królewną. Dziedzicem. Pełną godności osobą jedyną w swoim rodzaju.
    Walczącą z pokusami egoistycznego, hedonistycznego życia dla siebie i uciech materialnych.
    Żyjacą wg. zasad wiary katolickiej.
    Świadome ocenianie rzeczywiści. Świadomy wybór między dobrem a złem. Odrzucenie tego, co mnie (i nie tylko mnie niszczy).
    Poczułam chęć podzielenia się.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s